Najważniejsze wyrazy zaczynają się na literę K. Tylko spójrzcie: kimać, kochać, kobieta, komputer, kanapka, kurwa… długo by wymieniać, ale nie o to chodzi. Bo najważniejsze z najważniejszych są i tak kreatywność, koncentracja i to co się z nią wiąże, czyli kontrola myśli.
Jak już wspominałem, kiedyś byłem mądry. Dzięki temu praktycznie nigdy nie musiałem się uczyć. Heh, gimnazjum to był śmiech na sali. Żenujący poziom trudności. Nieważne jak bardzo się starałem, to ciężko było dostać choćby tróję. Ciągle tylko głupie czwóry i piątki. Nawet w liceum nie skalałem się czynnością zwaną nauką. Oczywiście nie było już tak dobrych ocen, ale co mnie one obchodziły? Ważne było, żeby zdać. Właściwie nauka była dla mnie pojęciem abstrakcyjnym. Zaglądałem co i rusz do słownika sprawdzić definicję tego słowa, ale mimo, że czytałem ją po 5 razy, dalej zrozumienie tego zagadnienia pozostawało poza moim zasięgiem. Dlatego nigdy nie nauczyłem się uczyć. Nigdy nie musiałem. No dobra dosyć przechwalania się, zresztą to i tak przeszłość. Co było a nie jest nie pisze się w rejestr. I wcale nie wyszło mi to na dobre. Chodziło mi jednak o to, że miałem kolegę w gimnazjum, któremu szło fatalnie, same pały i dwóje osiągał i do dzisiaj nawet nie skończył liceum. Aleee, jego głowa zdawała się puchnąć od kreatywności. Miałem wrażenie, jakby każdy pojedynczy włos na jego głowie wpadał co chwila na jakiś pomysł co daje nam razem miliardy różnej maści konceptów. Powiem jedno. Ja tą swoją inteligencję to mogłem sobie o kant dupy potłuc. Bo co z tego, że moja rubryka w dzienniku była wypełniona piąteczkami? Otóż, gówno. Czułem się przy tym koledze jak ameba przy Einsteinie.
Uważam, że to właśnie pomysłowość czyni życie lepszym i przyjemniejszym. I na pewno dużo bardziej kolorowym. Znacie może program „Whose Line Is It Anyway?”? Ci goście co tam występują muszą mieć wspaniałe, barwne życie. Cholernie im tego zazdroszczę. Emanują pomysłowością w jej najczystszej formie. I nieważne w jakich warunkach by tacy ludzie żyli. Oni swoimi pomysłami szarą rzeczywistość zamienią w raj.
Jak wiemy, fabryką pomysłów jest prawa półkula mózgu, która odpowiada za myślenie abstrakcyjne. Z tego można wysnuć wniosek, że ludzie leworęczni należą do elitarnego grona ludzi naturalnie kreatywnych. I rzeczywiście tak jest. Każda osoba, którą poznałem i która okazała się władać lewą ręką lepiej niż prawą, okazała się być duszą towarzystwa, właśnie dzięki twórczemu umysłowi. Ale pomysłowość jest ważna nie tylko w relacjach międzyludzkich. Ważna jest również w pracy. I jakoś tak dziwnym trafem wyszło, że ludzie leworęczni średnio zarabiają więcej niż praworęczni. I gdzie tu sprawiedliwość?
Dla mnie wyszukiwanie pomysłów jest jak polowanie na zwierzynę. Zastawiam sidła. Tropię. Szukam śladów. Niucham co się da. Ale jestem kiepskim myśliwym. Oczywiście marzy mi się jakaś wielka zwierzyna, typu żubr, czyli unikalny łup. Ale niestety w moim lesie nawet nie ma żubra. Więc z pustego to i Salomon nie naleje. Ale niech będzie choćby taki no krzepki dzik. Niestety z reguły kończy się na mrówce… A mrówki są wszędzie, coś najzupełniej powszechnego, więc czy można to w ogóle uznać za zdobycz? Przecież wstyd się przyznać, że złapało się mrówkę. To jak pójść na staw pełen ryb i wyłowić kalosza.
Z kolei po drugiej stronie są właśnie tacy ludzie, którzy przyciągają pomysły jak magnes po prostu.
Do takich myśliwych żubry same przychodzą żeby jeść im z ręki. A dziki to w ogóle stadem przybywają i umawiają się z nimi na piwo.
Ale pozostaje jeszcze trzecia opcja. Hodowla własnej trzody. Na czym by to polegało? Na skrzętnym zapisywaniu wszelkiego rodzaju pomysłu w swoim kajeciku. Bo kto wie, może jakiś głupi pomysł, o którym przeczytasz za miesiąc, stanie się punktem wyjściowym dla lepszego pomysłu, a ten do jeszcze lepszego. I oczywiście można by też mieszać je genetycznie. Nie mówię, że w ten sposób da się zbliżyć do ludzi naturalnie kreatywnych. Ale zawsze to lepsze niż zdesperowane polowanie.
Oczywiście w tym wszystkim dużą rolę gra koncentracja, która jest moją kolejną zmorą. Obawiam się, że w mojej głowie nigdy nie utworzyła się świadomość. Wszystkim sterują procesy na które nie mam wpływu, bo znajdują się pod powierzchnią. Czyli że w podświadomości. Często czuję się bardziej jakbym oglądał film niż prowadził własne życie. Serio, moja głowa przypomina coś co było przed stworzeniem świata według Greków – kompletny chaos. To zabawne, ale jeżeli nie wpadnę na jakieś rozwiązanie w pierwszej chwili, to choćbym siedział i medytował nie jedząc i nie pijąc przez tydzień to i tak bym nic nie wymyślił(Chociaż po tygodniu nie picia to podejrzewam, że bym już nigdy nic nie wymyślił w ogóle) Naukowcy z Krainy Deszczowców (GB) stwierdzili jakiś czas temu, że ludzie którzy oglądali w dzieciństwie za dużo telewizji, mają problemy z koncentracją. No qrde, to chyba mi rodzice już w kołysce zamontowali telewizję ze wszystkimi kanałami świata. Wszystkimi!
Skupienie jest cholernie ważne. Ciężko rozwiązać zadanie matematyczne oglądając filmy 18+. Ciężko jest wymyśleć podążający za właścicielem bagaż, jeżeli rozmyśla się o wyższości opiekacza nad tosterem. A gdyby tak można było się skupić na piciu alkoholu, to tego stopnia, żeby upić się jedną lampką wina? Rany, cóż to byłaby za oszczędność. Tyle, że ludzie by się śmiali, ale kogo to obchodzi?
W każdym razie z koncentracji płyną same profity. Jeżeli, umiesz się skoncentrować i kontrolować myśli niczym Yoda to zazdroszczę. Strasznie dużo ostatnimi czasy zazdroszczę. Mi do Yody jest daleko, dlatego bym chciał, żeby ludzkość wymyśliła w końcu coś co mi pomoże myśleć. Niech da mi jakąś przynętę, która będzie wabić pomysły danej kategorii, tak jak zapach jabola wabi żula. Wyobraźcie sobie, macie przed sobą fiolki każda w innym kolorze. Ich spożycie sprawi, że zaleje was fala twórczości. Np. wybieracie różową fiolkę, dzięki której wyszukane komplementy wylewają się z was pod ciśnieniem 1000MPa i zaczynacie mówić wierszem. Zażyjecie zieloną fiolkę i nagle wszędzie dostrzegacie okazję na zrobienie własnego biznesu i dorobienia się kroci w jeden dzień. Tego mi trzeba, a nie odkrycia, że durny Pluton nie jest wcale planetą czy przyznania ślimaczkom praw rybich. Naukowcy, przyodziewajcie białe kitle i bierzcie się do roboty!
Skończyłem.
Jak już wspominałem, kiedyś byłem mądry. Dzięki temu praktycznie nigdy nie musiałem się uczyć. Heh, gimnazjum to był śmiech na sali. Żenujący poziom trudności. Nieważne jak bardzo się starałem, to ciężko było dostać choćby tróję. Ciągle tylko głupie czwóry i piątki. Nawet w liceum nie skalałem się czynnością zwaną nauką. Oczywiście nie było już tak dobrych ocen, ale co mnie one obchodziły? Ważne było, żeby zdać. Właściwie nauka była dla mnie pojęciem abstrakcyjnym. Zaglądałem co i rusz do słownika sprawdzić definicję tego słowa, ale mimo, że czytałem ją po 5 razy, dalej zrozumienie tego zagadnienia pozostawało poza moim zasięgiem. Dlatego nigdy nie nauczyłem się uczyć. Nigdy nie musiałem. No dobra dosyć przechwalania się, zresztą to i tak przeszłość. Co było a nie jest nie pisze się w rejestr. I wcale nie wyszło mi to na dobre. Chodziło mi jednak o to, że miałem kolegę w gimnazjum, któremu szło fatalnie, same pały i dwóje osiągał i do dzisiaj nawet nie skończył liceum. Aleee, jego głowa zdawała się puchnąć od kreatywności. Miałem wrażenie, jakby każdy pojedynczy włos na jego głowie wpadał co chwila na jakiś pomysł co daje nam razem miliardy różnej maści konceptów. Powiem jedno. Ja tą swoją inteligencję to mogłem sobie o kant dupy potłuc. Bo co z tego, że moja rubryka w dzienniku była wypełniona piąteczkami? Otóż, gówno. Czułem się przy tym koledze jak ameba przy Einsteinie.
Uważam, że to właśnie pomysłowość czyni życie lepszym i przyjemniejszym. I na pewno dużo bardziej kolorowym. Znacie może program „Whose Line Is It Anyway?”? Ci goście co tam występują muszą mieć wspaniałe, barwne życie. Cholernie im tego zazdroszczę. Emanują pomysłowością w jej najczystszej formie. I nieważne w jakich warunkach by tacy ludzie żyli. Oni swoimi pomysłami szarą rzeczywistość zamienią w raj.
Jak wiemy, fabryką pomysłów jest prawa półkula mózgu, która odpowiada za myślenie abstrakcyjne. Z tego można wysnuć wniosek, że ludzie leworęczni należą do elitarnego grona ludzi naturalnie kreatywnych. I rzeczywiście tak jest. Każda osoba, którą poznałem i która okazała się władać lewą ręką lepiej niż prawą, okazała się być duszą towarzystwa, właśnie dzięki twórczemu umysłowi. Ale pomysłowość jest ważna nie tylko w relacjach międzyludzkich. Ważna jest również w pracy. I jakoś tak dziwnym trafem wyszło, że ludzie leworęczni średnio zarabiają więcej niż praworęczni. I gdzie tu sprawiedliwość?
Dla mnie wyszukiwanie pomysłów jest jak polowanie na zwierzynę. Zastawiam sidła. Tropię. Szukam śladów. Niucham co się da. Ale jestem kiepskim myśliwym. Oczywiście marzy mi się jakaś wielka zwierzyna, typu żubr, czyli unikalny łup. Ale niestety w moim lesie nawet nie ma żubra. Więc z pustego to i Salomon nie naleje. Ale niech będzie choćby taki no krzepki dzik. Niestety z reguły kończy się na mrówce… A mrówki są wszędzie, coś najzupełniej powszechnego, więc czy można to w ogóle uznać za zdobycz? Przecież wstyd się przyznać, że złapało się mrówkę. To jak pójść na staw pełen ryb i wyłowić kalosza.
Z kolei po drugiej stronie są właśnie tacy ludzie, którzy przyciągają pomysły jak magnes po prostu.
Do takich myśliwych żubry same przychodzą żeby jeść im z ręki. A dziki to w ogóle stadem przybywają i umawiają się z nimi na piwo.
Ale pozostaje jeszcze trzecia opcja. Hodowla własnej trzody. Na czym by to polegało? Na skrzętnym zapisywaniu wszelkiego rodzaju pomysłu w swoim kajeciku. Bo kto wie, może jakiś głupi pomysł, o którym przeczytasz za miesiąc, stanie się punktem wyjściowym dla lepszego pomysłu, a ten do jeszcze lepszego. I oczywiście można by też mieszać je genetycznie. Nie mówię, że w ten sposób da się zbliżyć do ludzi naturalnie kreatywnych. Ale zawsze to lepsze niż zdesperowane polowanie.
Oczywiście w tym wszystkim dużą rolę gra koncentracja, która jest moją kolejną zmorą. Obawiam się, że w mojej głowie nigdy nie utworzyła się świadomość. Wszystkim sterują procesy na które nie mam wpływu, bo znajdują się pod powierzchnią. Czyli że w podświadomości. Często czuję się bardziej jakbym oglądał film niż prowadził własne życie. Serio, moja głowa przypomina coś co było przed stworzeniem świata według Greków – kompletny chaos. To zabawne, ale jeżeli nie wpadnę na jakieś rozwiązanie w pierwszej chwili, to choćbym siedział i medytował nie jedząc i nie pijąc przez tydzień to i tak bym nic nie wymyślił(Chociaż po tygodniu nie picia to podejrzewam, że bym już nigdy nic nie wymyślił w ogóle) Naukowcy z Krainy Deszczowców (GB) stwierdzili jakiś czas temu, że ludzie którzy oglądali w dzieciństwie za dużo telewizji, mają problemy z koncentracją. No qrde, to chyba mi rodzice już w kołysce zamontowali telewizję ze wszystkimi kanałami świata. Wszystkimi!
Skupienie jest cholernie ważne. Ciężko rozwiązać zadanie matematyczne oglądając filmy 18+. Ciężko jest wymyśleć podążający za właścicielem bagaż, jeżeli rozmyśla się o wyższości opiekacza nad tosterem. A gdyby tak można było się skupić na piciu alkoholu, to tego stopnia, żeby upić się jedną lampką wina? Rany, cóż to byłaby za oszczędność. Tyle, że ludzie by się śmiali, ale kogo to obchodzi?
W każdym razie z koncentracji płyną same profity. Jeżeli, umiesz się skoncentrować i kontrolować myśli niczym Yoda to zazdroszczę. Strasznie dużo ostatnimi czasy zazdroszczę. Mi do Yody jest daleko, dlatego bym chciał, żeby ludzkość wymyśliła w końcu coś co mi pomoże myśleć. Niech da mi jakąś przynętę, która będzie wabić pomysły danej kategorii, tak jak zapach jabola wabi żula. Wyobraźcie sobie, macie przed sobą fiolki każda w innym kolorze. Ich spożycie sprawi, że zaleje was fala twórczości. Np. wybieracie różową fiolkę, dzięki której wyszukane komplementy wylewają się z was pod ciśnieniem 1000MPa i zaczynacie mówić wierszem. Zażyjecie zieloną fiolkę i nagle wszędzie dostrzegacie okazję na zrobienie własnego biznesu i dorobienia się kroci w jeden dzień. Tego mi trzeba, a nie odkrycia, że durny Pluton nie jest wcale planetą czy przyznania ślimaczkom praw rybich. Naukowcy, przyodziewajcie białe kitle i bierzcie się do roboty!
Skończyłem.