Ah człowiek… człowiek jest taki dumny i ambitny. Już dawno temu w książkach Sci-Fi nakreślił wizję podboju kosmosu i kolonizacji pobliskich planet. A teraz, w obliczu zawrotnie gnającego postępu technologicznego, kwestia emigracji z Ziemi gorączkowo zaprząta mu głowę. Więc wysyła sondy kosmiczne na odległe orbity, zgłębia tajemnice fizyki i robi wszystko, żeby swoje marzenie spełnić. Tylko, że… nawet nie poznał jeszcze dobrze swojej własnej, rodzimej planety. To trochę tak jakby wybierał się do pizzerii na obiad, mimo że w jego lodówce czeka kaczka nadziewana jabłkami, lazania i stek w sosie pieczarkowym. A przynajmniej do takiego doszedłem wniosku, gdy przeczytałem ostatnio o nowo odkrytym indiańskim plemieniu w Amazonii. Plemieniu, które nie ma najmniejszego pojęcia na temat tego, co my wzniośle nazywamy cywilizacją. I uznałem to za fascynujące, co z kolei wywołało lawinę myśli.
Do głowy zaczęła mi się wciskać masa pytań. No bo co na przykład tacy wyjęci spod cywilizacji Indianie sobie myślą widząc przelatujący samolot? Wierzą, że jest to emisariusz jakiegoś bóstwa czy może wydaje im się, że to jakiś potwór? A gdy pobliska rzeka przyniesie jakieś śmieci człowieka współczesnego, powiedzmy opakowanie po czipsach, to czy dla członka takiego zacofanego plemienia owy śmieć nie staje się czymś na miarę skarbu? Może zrobi z niego bransoletkę i wręczy swojej ukochanej?
W co bawią się tamtejsze dzieci? Mają jakąś zabawę typu „klasy”? Może jakaś bananowa ruletka albo drzewopol? A czy imprezują? Na pewno imprezują, tylko ciekawe jak to wygląda w ich wykonaniu. Intryguje mnie również czy doceniliby sztukę Picassa i czy przypadłby im do gustu heavy metal… oraz wiele, wiele innych rzeczy.
Podążając tropem takich myśli dotarłem do kwestii, która bardzo mnie zafrapowała. Otóż zadałem sobie pytanie, czego owi Indianie mogliby się ode mnie, człowieka cywilizowanego, nauczyć. Po wielu wyrwanych włosach i paznokciach stępionych na drapaniu się po głowie z przykrością doszedłem do wniosku, że nic. Naprawdę nie mam pojęcia, co z wiedzy, którą nabyłem mogłoby się okazać dla nich przydatne. Wszystko czego się nauczyłem ma zastosowanie tylko tutaj, w naszym świecie, cuchnącym spalinami, wypełnionym hałasem i ludźmi goniącymi za pieniędzmi. Następnie w mojej głowie nastąpiła kontrofensywa i zacząłem się zastanawiać czego to ja mógłbym nauczyć się od nich? Bez chwili namysłu stwierdziłem, że współpracy oraz podejścia do drugiego człowieka. Bo w ich drakońskim środowisku, żeby przetrwać trzeba trzymać się razem, co buduje fundamentalne dla życia więzi społeczne. U nas, żeby przetrwać często wyzyskuje się albo okrada bliźniego.
Rozmyślając dalej, zacząłem kontemplować nad skutecznością działania człowieka. Czyli o tym, jak efekty zamierzone potrafią się diametralnie różnić od tych faktycznie uzyskanych. Spójrzmy. Celem wspólnym każdego z nas jest szczęście i ludzkość dąży do tego, żeby było ono coraz łatwiej osiągalne. Stąd wziął się rozwój prawda? Wszystkie wynalazki i pomysły bezpośrednio lub pośrednio miały się przyczynić do ułatwienia życia. Przez wieki człowiek dokonywał wszelkich starań, żeby świat osiągnął taką formę jakiej dziś jesteśmy świadkami. Setki lat wypełnionych postępem, mających nadać naszemu życiu rajskich odcieni. Czy w takim razie, gdyby zbadać satysfakcję z życia owych „prymitywnych” Indian, którzy dziś żyją tak jak żyli od niepamiętnych czasów i porównać z naszą satysfakcją z życia, to czy bylibyśmy tysiące lat do przodu? Śmiem wątpić.
I ostatnia już refleksja. Rząd Brazylii zakazał jakiejkolwiek komunikacji z owym nowo odkrytym plemieniem, choćby dlatego, że zwykłe przeziębienie białego człowieka może okazać się dla nich zgubne. I tak myślę sobie… może gdzieś tam w odległej galaktyce istnieje ultra inteligentna rasa, która nas obserwuje i również doszła do wniosku, że lepiej nas utrzymywać w stanie błogiej nieświadomości o swoim istnieniu? Któż to wie…
Czyli potrawka z soczystych szpargałów w bezsensownej polewie, przyprawiona ostrymi bzdetami i obfitująca w tłuste głupoty. A na deser fail`etony. I wszystko to podane na popapranym talerzu. Uwaga, zawiera znaczne ilości sucharów. Przed spożyciem zażyj Ranigast.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą technika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą technika. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
wtorek, 22 lutego 2011
0010101101101010001
Poruszając ostatnio temat przywoływania konkretnych, pożądanych myśli, wtrąciła mi się do głowy koncepcja ludzi-cyborgów. Bo gdyby tak zintegrować układ scalony z naszym mózgiem to można by na przykład gratis dodać pilot do sterowania swoimi myślami. Albo najlepiej niech cyfrowy mechanizm wabienia pomysłów będzie elementem wewnętrznym cybermózgu. Mniejsza o to. Niezwykle mnie zaintrygowała sama wizja takiego świata, w którym biologiczne zdolności człowieka są poszerzone o technologiczne zdobycze cywilizacji. Jakby wyglądał taki świat?
Precyzyjny aż do bólu cebulek włosa, to na pewno. Np. scena w szkole.
-Xavery, ile wynosi objętość narysowanego walca?
-No na oko to około 32,3516611349 cm3, ale żeby dokładniej powiedzieć to musiałbym policzyć…
W tym samym czasie gdzieś w okolicach innej ławki:
-Za ile przerwa?
-13 minut i 7 sekund.
Eh… co ja gadam, podawanie czasu z dokładnością do sekundy upowszechniło się już od dawna i jest widoczne na każdej nudnej lekcji. Ale przecież to i tak nieważne, bo w świecie cyborgów nawet nie byłoby szkoły. Ściągałoby się wiedzę z Internetu. W mgnieniu oka stawałoby się ekspertem w jakiej się chce dziedzinie życia.
Na pewno w nowej rzeczywistości pojawiłyby się nowe wrzuty:
-Wyglądasz jak 2 piksele na krzyż
-Ale ty masz wąską szynę danych...
-Twoja stara ciągle jedzie na 32bitowej architekturze!
Jak i nowe komplementy:
-Gdy na ciebie patrzę wibrują mi tranzystory
-Wow, jesteś rewelacyjnie dopracowana graficznie.
Bylibyśmy bystrzy. Wychodzisz sobie na dwór, nagle mrużysz oczy i zaczynasz się zastanawiać. Coś to jest nie tak. Rozglądasz się dookoła. Ah, tak! Tych 3 ziarenek piasku tu nie było wcześniej, wiatr je musiał przywiać.
Pojawiłyby się nowe reklamy. „Masz problemy z pamięcią? Prawdopodobnie atakuje cię skleroza, czyli uszkodzenie sektorów. Na szczęście mamy dla ciebie nasz nowy niezawodny dysk ISK2270, dzięki któremu zapomnisz, że można nie pamiętać. Montaż gratis!”
Dochodziłoby do wielu kuriozalnych sytuacji.
Spotykają się dwaj koledzy.
-Ty wiesz w końcu wydali łatkę na nasze oprogramowanie eliminującą zawieszki? Bo ludzie zawieszali się nawet soląc zupę.
-No nareszcie. Weź, moja koleżanka zawiesiła się przy jedzeniu i wbiła sobie widelec w podniebienie. Dobrze, że nie w oko…
-Heh, to jeszcze nic. Słyszałem o gościu, który zapętlił się sikając. Tak się biedak odwodnił, że do szpitala trafił. Dobrze, że jest już ta łatka, ale do takich sytuacji w ogóle nie powinno dochodzić…
-No, nie powinno. A pamiętasz jak ktoś kiedyś wypuścił tego wirusa, co sprawiał, że ludzie mówili tylko prawdę?
-Jasne, że pamiętam… straciłem wtedy najlepszego przyjaciela…
Albo…
-Kochanie, możesz podać mi piwo?
-Error #322: Unknown command.
Pierwsze przejawy buntu kobiet…
A może…
-Idziemy na kawę?
-Ok. Podaj mi tylko ip kawiarenki.
Inna sytuacja, wracasz styrany z pracy.
-Rany, padam z nóg.
-Nie pękaj. Masz, kupiłam baterie o smaku kakaowego grafenu, wszam sobie.
Chociaż z drugiej strony to najlepiej by było przywalić od razu z paralizatora w łeb.
A najfajniej sprawa przedstawiałaby się ze spaniem. Po prostu się wyłączasz i po równych 8 godzinach, bez pomocy budzika, rześko się włączasz. Oczywiście, przed tą operacją ustawiasz nagrywanie snów.
Oj tak, to byłby wspaniały świat. Albo nie. To wszystko byłoby głupie. Bardzo.
Precyzyjny aż do bólu cebulek włosa, to na pewno. Np. scena w szkole.
-Xavery, ile wynosi objętość narysowanego walca?
-No na oko to około 32,3516611349 cm3, ale żeby dokładniej powiedzieć to musiałbym policzyć…
W tym samym czasie gdzieś w okolicach innej ławki:
-Za ile przerwa?
-13 minut i 7 sekund.
Eh… co ja gadam, podawanie czasu z dokładnością do sekundy upowszechniło się już od dawna i jest widoczne na każdej nudnej lekcji. Ale przecież to i tak nieważne, bo w świecie cyborgów nawet nie byłoby szkoły. Ściągałoby się wiedzę z Internetu. W mgnieniu oka stawałoby się ekspertem w jakiej się chce dziedzinie życia.
Na pewno w nowej rzeczywistości pojawiłyby się nowe wrzuty:
-Wyglądasz jak 2 piksele na krzyż
-Ale ty masz wąską szynę danych...
-Twoja stara ciągle jedzie na 32bitowej architekturze!
Jak i nowe komplementy:
-Gdy na ciebie patrzę wibrują mi tranzystory
-Wow, jesteś rewelacyjnie dopracowana graficznie.
Bylibyśmy bystrzy. Wychodzisz sobie na dwór, nagle mrużysz oczy i zaczynasz się zastanawiać. Coś to jest nie tak. Rozglądasz się dookoła. Ah, tak! Tych 3 ziarenek piasku tu nie było wcześniej, wiatr je musiał przywiać.
Pojawiłyby się nowe reklamy. „Masz problemy z pamięcią? Prawdopodobnie atakuje cię skleroza, czyli uszkodzenie sektorów. Na szczęście mamy dla ciebie nasz nowy niezawodny dysk ISK2270, dzięki któremu zapomnisz, że można nie pamiętać. Montaż gratis!”
Dochodziłoby do wielu kuriozalnych sytuacji.
Spotykają się dwaj koledzy.
-Ty wiesz w końcu wydali łatkę na nasze oprogramowanie eliminującą zawieszki? Bo ludzie zawieszali się nawet soląc zupę.
-No nareszcie. Weź, moja koleżanka zawiesiła się przy jedzeniu i wbiła sobie widelec w podniebienie. Dobrze, że nie w oko…
-Heh, to jeszcze nic. Słyszałem o gościu, który zapętlił się sikając. Tak się biedak odwodnił, że do szpitala trafił. Dobrze, że jest już ta łatka, ale do takich sytuacji w ogóle nie powinno dochodzić…
-No, nie powinno. A pamiętasz jak ktoś kiedyś wypuścił tego wirusa, co sprawiał, że ludzie mówili tylko prawdę?
-Jasne, że pamiętam… straciłem wtedy najlepszego przyjaciela…
Albo…
-Kochanie, możesz podać mi piwo?
-Error #322: Unknown command.
Pierwsze przejawy buntu kobiet…
A może…
-Idziemy na kawę?
-Ok. Podaj mi tylko ip kawiarenki.
Inna sytuacja, wracasz styrany z pracy.
-Rany, padam z nóg.
-Nie pękaj. Masz, kupiłam baterie o smaku kakaowego grafenu, wszam sobie.
Chociaż z drugiej strony to najlepiej by było przywalić od razu z paralizatora w łeb.
A najfajniej sprawa przedstawiałaby się ze spaniem. Po prostu się wyłączasz i po równych 8 godzinach, bez pomocy budzika, rześko się włączasz. Oczywiście, przed tą operacją ustawiasz nagrywanie snów.
Oj tak, to byłby wspaniały świat. Albo nie. To wszystko byłoby głupie. Bardzo.
wtorek, 27 lipca 2010
-Jak sobie radzisz w wielkim świecie? -Świetnie, czuje się jak troll w Internecie.
Dziś Internet pozwala nie tylko dowiedzieć się niezwykłych rzeczy o świecie korzystając z takich serwisów jak demotywatory.pl, nie tylko znaleźć informacje o tym jak żółwie królewskie lubią spędzać letnie popołudnia, ale również jak wygląda wał korbowy od Jelcza oraz gdzie dostaniecie najlepszego kebaba w atrakcyjnej cenie. Można nawet założyć bloga. W Internecie można wszystko, a przede wszystkim można spuchnąć od pieniędzy.
Pewnie większość z was ma założone konto na facebooku? Portal ten w chwili obecnej ma ponad 500mln zarejestrowanych użytkowników, a założeniem twórców jest dociągnąć do 1mld. Czy wiecie, że został on założony przez biednego studenta, a dziś jego wartość sięga, o bagatela, 15mld $? Weźmy demotywatory.pl. Podejrzewam, że dla wprawnego programisty napisanie kodu dla takiej strony to bułka z masłem. Wartość tego serwisu szacowana jest na kilka milionów złotych. I to jest piękne, w Internecie wystarczy, że masz pomysł i Twoje życie może się zmienić z dnia na dzień.
Dobrodziejstwa Internetu jednak stają się problemem, gdy zaczynasz próbować zamknąć drzwi od pokoju za pomocą kursora od myszy, albo gdy rozmawiając z kimś na żywo udajesz, że piszesz na klawiaturze. Siła z jaką uzależnia Internet jest podobna do siły z jaką wciąga czarna dziura. Zaczyna się przenosić swoje życie w wirtualny świat, a miarą wartości ludzi staje się liczba przy wyrazie „friends”. Nie należy lekceważyć tego uzależnienia, może mieć ono równie destruktywny wpływ jak alkoholizm. Zastanówmy się przez chwilę, co by się stało, gdyby nagle na całym świecie przestał działać Internet? Byłby mętlik i pogrom i chyba nikt z nas nie umiałby się odnaleźć w takiej sytuacji.
PS. Na każdą minutę mijającego czasu przypada 24 godziny materiału audio/video wrzucanego na youtube.com, a w Estonii można dziś za pośrednictwem Internetu głosować na prezydenta, założyć firmę w 15min i kto wie może wkrótce będzie można nawet adoptować dzieci, które zostaną dostarczone przez kuriera.
Pewnie większość z was ma założone konto na facebooku? Portal ten w chwili obecnej ma ponad 500mln zarejestrowanych użytkowników, a założeniem twórców jest dociągnąć do 1mld. Czy wiecie, że został on założony przez biednego studenta, a dziś jego wartość sięga, o bagatela, 15mld $? Weźmy demotywatory.pl. Podejrzewam, że dla wprawnego programisty napisanie kodu dla takiej strony to bułka z masłem. Wartość tego serwisu szacowana jest na kilka milionów złotych. I to jest piękne, w Internecie wystarczy, że masz pomysł i Twoje życie może się zmienić z dnia na dzień.
Dobrodziejstwa Internetu jednak stają się problemem, gdy zaczynasz próbować zamknąć drzwi od pokoju za pomocą kursora od myszy, albo gdy rozmawiając z kimś na żywo udajesz, że piszesz na klawiaturze. Siła z jaką uzależnia Internet jest podobna do siły z jaką wciąga czarna dziura. Zaczyna się przenosić swoje życie w wirtualny świat, a miarą wartości ludzi staje się liczba przy wyrazie „friends”. Nie należy lekceważyć tego uzależnienia, może mieć ono równie destruktywny wpływ jak alkoholizm. Zastanówmy się przez chwilę, co by się stało, gdyby nagle na całym świecie przestał działać Internet? Byłby mętlik i pogrom i chyba nikt z nas nie umiałby się odnaleźć w takiej sytuacji.
PS. Na każdą minutę mijającego czasu przypada 24 godziny materiału audio/video wrzucanego na youtube.com, a w Estonii można dziś za pośrednictwem Internetu głosować na prezydenta, założyć firmę w 15min i kto wie może wkrótce będzie można nawet adoptować dzieci, które zostaną dostarczone przez kuriera.
piątek, 23 lipca 2010
Ależ ty masz apetyt!
Kyzys kryzys i po kryzysie (podobno). No i ceny benzyny wracają do swoich domów, osadzonych na pułapie, jak słyszy się, za wysokim. Marudzisz, że twój samochód tyle pali? Że nie masz pieniędzy, żeby pojechać do Tesco kupić se pizze za 2zł i popić sokiem rozrzedzanym z wodą, żeby starczył na dłuzej? Daj mu spokój!
Przeprowadziłem niesomplikowane obliczenia. Założyłem, że jesteś mężczyzną który waży 70kg, lubi zjeść jedzenie, które nie przypomina wiór z płyty paździerzowej smażonych na starym rozpuszczalniku i jeździsz Peugeot`em 207. Zatem spójrzmy co wyszło.
Peugeot 207 pali 6,8l benzyny na 100km, co Cię kosztuje 6,8x4,6=31,28zł.
Natomiast gdybyś ty sam miał przebiegnąć 100km to według jakiegoś tam kalkulatora z głupiej strony o dietetyce spalisz 7200kcal(zakładając tempo ponad 20km/h). To oznacza, że musiałbyś zjeść 9 obiadków w jakimś chińczyku, najtańsza opcja to jakieś 10zł. No więc wychodzi, że wydałbyś 90zł, podczas gdy samochód wyda tylko 31zł i do tego dotrze na miejsce 5 razy szybciej niż ty. Więc tak naprawde to twój samochód powinien na ciebie narzekać.
PS. do 2020 roku ma być produkowanych na świecie rocznie 600000 samochodów na wodór, a Honda zapowiedziała, że zrobi domowy zestaw do wyodrębniania wodoru z wody.
Przeprowadziłem niesomplikowane obliczenia. Założyłem, że jesteś mężczyzną który waży 70kg, lubi zjeść jedzenie, które nie przypomina wiór z płyty paździerzowej smażonych na starym rozpuszczalniku i jeździsz Peugeot`em 207. Zatem spójrzmy co wyszło.
Peugeot 207 pali 6,8l benzyny na 100km, co Cię kosztuje 6,8x4,6=31,28zł.
Natomiast gdybyś ty sam miał przebiegnąć 100km to według jakiegoś tam kalkulatora z głupiej strony o dietetyce spalisz 7200kcal(zakładając tempo ponad 20km/h). To oznacza, że musiałbyś zjeść 9 obiadków w jakimś chińczyku, najtańsza opcja to jakieś 10zł. No więc wychodzi, że wydałbyś 90zł, podczas gdy samochód wyda tylko 31zł i do tego dotrze na miejsce 5 razy szybciej niż ty. Więc tak naprawde to twój samochód powinien na ciebie narzekać.
PS. do 2020 roku ma być produkowanych na świecie rocznie 600000 samochodów na wodór, a Honda zapowiedziała, że zrobi domowy zestaw do wyodrębniania wodoru z wody.
Subskrybuj:
Posty (Atom)