Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WiW. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WiW. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 marca 2012

Wioletta i Wiktor a Dzień Kobiet

- Wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet! - Wiktor wyrzucił w miarę radosnym tonem, po czym teatralnym gestem wyciągnął zza pleców bombonierkę w kształcie serca.
-Co to jest? - zapytała niemrawo Wioletta.
-No… czekoladki. - odpowiedział i zapadła chwilowa cisza wypełniona skonsternowanymi mrugnięciami Wioli. Wiktor korzystając z okazji, odwrócił szybko pudełko i przeczytał: z nadzieniem orzechowym .
-Aha… czekoladki… z nadzieniem… orzechowym… wyśmienicie… wspaniale… cudownie - kiwając głową, zrobiła sobie chwilę przerwy, żeby przemyśleć zaistniała sytuację. W końcu określiła strategię działania i natychmiast wprowadziła ją w życie. - A weź się nimi wypchaj! - fuknęła, ciskając gromami z oczu.
   Wiktor nie wydawał się zasmucony tą reakcją. Zawsze starał się dojrzeć pozytywną stronę zachodzących dookoła wydarzeń.
-No dobra - odrzekł i szybkimi ruchami zdarł opakowanie i zgodnie z prośbą małżonki oddał się wypychaniu czekoladkami.
-Boże, weź mi proszę przypomnij dlaczego ja za ciebie wyszłam? - rzuciła mu spojrzenie już nie tyle gniewne, co wypełnione litością z jaką patrzy się na porzuconego szczeniaka.
-Nabua abua myyyyy- błyskotliwie zauważył Wiktor z gębą wypełnioną czekoladkami po brzegi. Niestety rozmówczyni nie przyjęła tego argumentu.
- Dlaczego… dlaczego nie potrafisz się wysilić na jakiś normalny prezent!? Marlena dostała od Kamila złote kolczyki, a ty mi tu czekoladki przynosisz?! Masz czas do wieczora, chcę zobaczyć jakiś romantyczny prezent!...! - zgrabnie zakończyła dalszą dyskusję.
 
   Cóż miał poczynić biedny, choć najedzony Wiktor. Udał się na długą wyprawę w poszukiwaniu romantycznego prezentu. Gdzie on nie był, czego nie widział, ileż pomysłów objął swoim rozumem i ile czekoladek po drodze zjadł to naprawdę ciężko policzyć. Wrócił dopiero późnym południem. Zastał Wiolettę siedzącą przy stole nad książką. Podszedł zatem do niej bezzwłocznie i położył prezent.
- Słoik - określiła z przerażeniem - fascynujące, niesamowite, taki okrągły. No piękny słoik. I piasek w śroodku… - na ostatnim wyrazie głos się jej  załamał. Zaczęła się poważnie obawiać o zdrowie psychiczne swojego męża.
- No. A teraz spójrz - pstryknął w słoik dwukrotnie. Na ten sygnał ukryte w piasku mrówki wylazły na powierzchnie i tańcząc utworzyły kształt serca - Sam je tresowałem - powiedział z dumą. Wioletta patrzyła osłupiała. Ale tylko przez chwilę, szybko ochłonęła i skomentowała:
- No dobra… w miarę romantyczne. Ale prezent musi być też użyteczny. No bo co ja z tym niby zrobię?!
   Chcąc nie chcąc, Wiktor udał się na drugą wyprawę w poszukiwaniu prezentu. Powoli jednak zaczynał rozumieć reguły gry. Dlatego tym razem tropienie prezentu nie zajęło mu dużo czasu, za to konsumpcja czekoladek znacznie wzrosła. „To z powodu stresu” - usprawiedliwiał się w duchu.

- Są takie piękne!! - wybuch radości Wioli wstrząsnął powietrzem, gdy wyjmowała złote kolczyki z pudełka - jesteś kochany!! - pocałowała go, po czym popędziła do lustra czym prędzej przymierzyć nową biżuterię. Wiktor nie miał pojęcia w jaki sposób kolczyki spełniają ustalone wcześniej wymagania romantyzmu czy użyteczności. Wiktor w tej chwili już nic nie myślał tak naprawdę. Odczuwał tylko wielką ulgę, że przez najbliższe 3 miesiące, aż do urodzin Wioletty nie będzie już musiał myśleć o kupowaniu prezentu.

wtorek, 14 lutego 2012

Wioletta i Wiktor a Walentynki

   Wioletta czekała na ten dzień. Może nie w taki sposób, w jaki się czeka na podanie jedzenia w restauracji, gdy człowiek z głodu zjadłby kapcie. Ale z pewnością czekała. I nareszcie nadszedł ów Walentynowy dzień. Wstała zatem prawą nogą, rześka, wypoczęta i gotowa do działania. Zrobiła nawet mężowi śniadanie do łóżka, po czym przedstawiała mu na prędce ułożony plan.
-Sprawa jest prosta. Po pracy idziemy na romantyczny obiad, potem do kina, no i następnie na basen, bo podobno również tam ma być romantycznie- wyterkotała na jednym tchu.
   Przez twarz adresata wiadomości przeszedł bliżej nieokreślony grymas.
-Skarbie… przecież Walentynki są przereklamowane… Nie możemy po prostu zostać w domu? Eee pograć w scrabble, napić się wina no i takie tam? - Wiktor, próbując zachować racjonalne podejście do świata, postanowił stawiać opór.
-Oczywiście, że nie! Są walentynki, nie będziemy siedzieć w domu. A gdy wrócimy… - w tym momencie Wioletta mrużąc oczy lubieżnie prześlizgnęła językiem po górnej wardze.
   To był chwyt poniżej pasa, który błyskawicznie odebrał Wiktorowi umiejętność racjonalnego myślenia. Po prostu rozłożył go na łopatki.
- No dobra - zgodził się skwapliwie.

  Kelnerka w restauracji podeszła do nich, gdy tylko przekroczyli próg drzwi. Wskazała dogodne miejsce, podała karty menu, po czym zniknęła i po 5 minutach z szerokim uśmiechem pojawiła się ponownie.
 - Co podać? - zapytała.
 - Hmm, spróbujemy tej kaczki z jabłkami, plus surówkę z czerwonej kapusty.
- Dla dwojga tak?
- No tak.
-Yhm, a coś do picia?
- Jeden sok pomarańczowy i jeden porzeczkowy.
-Ok. W związku z tym, że mamy dziś Walentynki - zwróciła się teraz bezpośrednio do Wiktora - na życzenie klienta możemy użyć przypraw zwiększających libido. Czy życzyłby…
- Czy pani sugeruje niby, że ja mu nie wystarczam do zwiększenia libido?! - Wioletta niesiona świętym oburzeniem nie dała dokończyć kelnerce zdania. No cóż, może i miała powody, w końcu nie była brzydka. W sumie to mogłaby reklamować szampon jakiejś średniej marki. A może nawet i jakieś znaczącej marki. A teraz poczuła się tak jakby ktoś to próbował zakwestionować. Fakt faktem, że wyciągała pochopne wnioski w tempie rozpędzonej asteroidy, co sprawiało, że nie zawsze miały one sens.
- Niee, ależ oczywiście, że nie. Spokojnie - odpowiedziała kelnerka, równie zaskoczona co wystraszona - Proponujemy to każdemu w końcu. Czy jeszcze coś podać? - dodała szybko, a po otrzymaniu przeczącej odpowiedzi pospiesznie oddaliła się zrealizować zamówienie.
   Wioletta jednak nie dała wiary jej tłumaczeniom i Wiktor bez trudu odnotował pogorszenie nastroju małżonki. Miał nadzieję, że chociaż kino poprawi jej humor. Ale w kinie było jeszcze gorzej. Romantyczna komedia jaką wybrali nie była w prawdzie ani zła ani dobra. Może i dałoby się dotrzymać do końca, gdyby tylko nie te jęki i cmokania dookoła, które irytowały Wiolę niezmiernie. Ale i to by przetrzymała. Nie wytrzymała jednak, gdy siedzący obok facet położył rękę na jej kolanie. I nie obchodziło jej to, że ów człowiek miał mało krwi w alkoholu i dlatego zwyczajnie pomylił ją ze swoją dziewczyną. Wioletta nie tyle była w gorącej, co we wrzącej wodzie kąpana. Zareagowała więc celnie wymierzonym policzkiem w natręta, po czym chwyciła i wyprowadziła z kina męża, który nawet nie miał czasu zrozumieć co się stało.
  Po opuszczenia kina, mimo wszystko skierowali się na basen. W końcu nie ma nic lepszego niż siedzenie w jacuzzi, gdy w środku człowiek się gotuje.  Po tym jak Wioletta trochę ochłonęła, poszli w końcu trochę popływać. Po całym basenie były porozrzucane dmuchane serduszka. To właśnie one miały nadać romantycznego nastroju, o którym wcześniej wspominała mężowi. Mimo, że wydawały się tandetne i kiczowate, to Wioli bardzo się spodobały. Do czasu.
- Hey, zobacz, rzuciła serduszko w moją stronę. - Wiktor wskazał ruchem głowy stojącą w kącie młodą kobietę o nienagannej sylwetce. - Muszę jej oddać! - krzyknął, po czym chciał rzucić się, żeby popłynąć w jej kierunku. Nie zdążył. Wioletta chwyciła go za czuprynę, bez zbędnej troski niczym lwica chwyta swoje młode, po czym odholowała go do brzegu.
-Wychodzimy - rzuciła wściekle.

-Nigdy!... Więcej!... Walentynek!... - wyrzuciła z siebie, gdy już wsiedli do samochodu.
-Ale, ale… został jeszcze jeden punkt do spełnia z twojego walentynkowego planu - odpowiedział z lubieżnym uśmiechem.
- Zapomnij… od tego wszystkiego rozbolała mnie głowa - jednym zdaniem zgasiła jego entuzjazm.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...