Uwaga! Poniższy materiał zawiera treści nawołujące do agresji i zawiera bardziej niż śladowe ilości rasizmu i nietolerancji wobec kotów. Skrajnym wielbicielom tego gatunku o słabszych nerwach nie zaleca się lektury poniższego tekstu.
Minął już jakiś czas od kiedy czarny, nieogarnięty zwierz w pudełku, prześmiewczo zwany kotem, przekroczył próg naszego domu. Po wielu nieprzespanych nocach i wielu dyskusjach, po miejmy nadzieję udanej próbie oszacowania płci, owo coś zostało ochrzczone imieniem Buba(bzdurne imię moim zdaniem, nawet jak na kota…). Buba okazała się być niezwykle uzdolnioną kotką, swoją intuicją przerastająca nawet starszyznę wśród delfinów. W błyskawicznym tempie nauczyła się gdzie jest miska, jak używać pazurów oraz że spanie to najlepszy sposób na spędzenie dnia.
Dzisiaj już nikt nie ma wątpliwości, że Buba jest dzika, bo niemal natychmiastowo pojawiły się u niej objawy ADHD. Wszyscy żyjemy sterroryzowani. Po powrocie każdy z nas próbuje bezszelestnie, starając się nie obudzić Buby, dostać się do swojego pokoju poczym zamknąć na trzy spusty i modlić się, że Buba nie wyważy drzwi. Zdarza się, że głodujemy przez parę dni, jeżeli Buba okupuje lodówkę. Jako że w takim razie jestem odizolowany od świata mam dużo czasu do myślenia. Dzięki temu po dogłębnej analizie postawiłem diagnozę. Buba cierpi na schizofrenię. Albo wciąga za dużo kocimiętki. W każdym razie ubzdurała sobie, że wszystko dosłownie wszystko czy rusza się czy nie, jest gotowe w każdej chwili ją zaatakować. W związku z tym, że wyznaje zasadę, że najlepszą formą obrony jest atak, stała się największym agresorem XXI wieku. Implikuje to nie tylko niebezpieczeństwo dla nas, ale również dla niej samej, gdy z całym impetem rzuca się na nogę od stołu. Inna teoria jest taka, że jest to po prostu wcielenie Hannibala Lectera.
Już myślałem nawet, żeby skorzystać z usług psa-porywacza albo nawet zabrać Bubę na spacer do Wólki Kosowskiej czy jakiegoś innego Chinatown. Mama jednak wpadła na inny pomysł. Pomysł ciężkiego kalibru. I tak oto złożył nam wizytę w domu Pogromca Kotów i przyciął Bubie pazury. No i jak zwykła mnie ta kocia wkurzać to tak teraz mi się jej żal zrobiło. Bo widzicie kot bez pazurów to już nie kot. Bliżej mu do foki albo kakadu. Uważam, że to najbardziej uwłaczająca rzecz jaka mogła Bubę spotkać. Każdy z nas chyba miał kiedyś podcięte skrzydła, nie? Bubie przynajmniej pazury odrosną, mi skrzydła nie, ale tak czy inaczej łączę się z nią w bólu. Nigdy nie zapomnę tego spojrzenia jak Buba chciała się mi wdrapać po ciuchach na szyję, gdy robiłem se Tosta. Tym razem jej próba zwyczajnie zakończyła się fiaskiem. I tak siedzi i się lampi na mnie, a w jej oczach maluje się niezrozumienie, co właściwie się stało? Bo przecież jak dotąd wdrapywanie się to była bułka z masłem. Nie wiem jak ona sobie z tym poradzi, chyba niezbędna okaże się wizyta u kociego psychologa. Tak czy inaczej niedługo pazury jej odrosną i znowu będziemy żyć w strachu i niepewności o jutrzejszy dzień.
PS. Ten głupi kot mnie ciągle śledzi! A jak się odwracam to jej mina mówi „Nie śledzę cię, po prostu szłam w tym samym kierunku. Zbieg okoliczności, jesteś przewrażliwiony. Nerwosol?”. Ale po oczach widzę, że patrzy na mnie jak na mysz… Rany mam nadzieję, że nie przeczyta tego posta, bo mi poprzegryza kable od kompa. Ba, oby tylko to…
Wiadomość z ostatniej chwili! Imię Buba jest już nieaktualne. Kocica na chwilę obecną wabić się będzie Figa, ale nikt nie wie jak długo to potrwa.


